Skarga po śmierci 77-letniego pacjenta
Sprawę pani Edyty i jej 77-letniego ojca opisała Gazeta Wyborcza. Mężczyzna trafił do Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego przy ul. Przybyszewskiego w październiku ubiegłego roku. Rozpoznano u niego sepsę po wcześniejszym leczeniu szpitalnym. Jak twierdzi córka, personel nie zareagował właściwie na trudności pacjenta ze spożywaniem posiłków. Według jej relacji przez następny miesiąc senior niemal nic nie jadł, a jego niedożywienie się pogłębiało.
Dopiero 20 listopada rozpoczęto żywienie dożylne. Zdaniem córki podawane ilości nie pokrywały zapotrzebowania kalorycznego pacjenta. W rozmowie z lekarzem miała usłyszeć, że "starsi pacjenci wiedzą, kiedy odejść i wtedy przestają jeść i pić", a szpital nie zachęca ich do tego aktywnie. Kobieta przekonuje, że jej ojciec chciał walczyć, a sytuację dodatkowo komplikowały leki utrudniające trawienie.
Rodzina kupowała odżywki, potem pojawił się COVID
Rodzina zaczęła samodzielnie dokarmiać seniora, kupując odżywki i preparaty. Według relacji córki po tym jego stan zaczął się poprawiać. Na początku grudnia sytuacja miała się jednak zmienić, gdy u pana Stefana wykryto COVID. Pacjent został przeniesiony do izolatki.
Później do tej samej izolatki trafił drugi pacjent z COVID, który — jak relacjonuje córka — miał także szpitalną bakterię oporną na leczenie. Zdaniem kobiety jej ojciec zaraził się bakterią, a jego stan ponownie się pogorszył. Córka zarzuca też placówce brak właściwego reżimu sanitarnego. Według jej relacji sale izolowane i zwykłe miały być myte tym samym mopem, a naczynia myto pod bieżącą wodą. 11 stycznia 2026 roku pan Stefan zmarł.
Szpital odpiera zarzuty, córka zapowiada dalsze kroki
W rozmowie z Gazetą Wyborczą szpital odrzucił przedstawione zarzuty. Placówka twierdzi, że pacjent nie zaraził się od współlokatora z izolatki, ponieważ już w chwili przyjęcia miał bakterię. Według lekarzy początkowo stan chorego nie wymagał innego żywienia niż doustne. Jak zapewniają medycy, po miesiącu wdrożono m.in. preparaty dożylne, a efekty odżywiania były monitorowane.
Szpital zaprzeczył również zarzutom dotyczącym higieny. Jak przekazała lecznica, jednym mopem nie myto kilku sal na oddziale, a naczynia są czyszczone przy użyciu urządzeń parowych. Córka pacjenta złożyła skargę do NFZ i nie zgadza się z wyjaśnieniami placówki. Zapowiada też zawiadomienie Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia oraz Europejskiego Urzędu ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych. Rozważa również skierowanie sprawy do sądu.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.